tak trudno stąpać po ziemi, gdy chociaż raz sięgnęło się nieba.....
Kategorie: Wszystkie | codzienność....
RSS
wtorek, 03 stycznia 2012
pół na pół
Po pracy wybrałam się na zakupy chciałam się czymś zająć, zrobić coś co poprawi mi humor. Nic nie kupiłam myślami byłam zupełnie gdzieś indziej. Połowa mnie chce być z nim i nie wyobraża sobie życia bez niego. Druga połowa chce powiedzieć zbyt często mają miejsce takie sytuacje, nie chcę się więcej tak czuć. Druga połowa chce ten związek zakończyć.
Jeszcze przed wakacjami nie wyobrażałam sobie, ze może coś się popsuć. To już trzecia taka sytuacja od sierpnia. Za pierwszym razem było poważniej, a ja przepłakałam trzy dni. Pogodziliśmy się po tygodniu. Za drugim razem wzięłam urlop w pracy, również  trzy dni. Po czym się pozbierałam i gdy już czułam się silna, pogodziliśmy się i było dobrze.
Teraz już sama nie wiem czego chcę.
Nienawidzę w sobie tego, że wszystko tak bardzo przeżywam, zarówno te dobre jak i złe chwile. Bardzo chciałabym, aby było inaczej, aby mniej mnie to dotykało.... Wciąż czuję to poddenerwowanie... I nie wiem co dalej...
22:57, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
Nowy rok...
Kończę właśnie butelkę mojego ukochanego wina.... I zastanawiam się dlaczego tak się dzieje...
Kilka dni temu zajrzałam tu po rocznej nieobecności, zatęskniłam aby coś napisać, coś dobrego. Opisać jak dobrze się czuję w moim świecie... W świecie, w którym wszystko jest dokładnie takie jak chciałam, prawie idealne...
Chciałam napisać, że jest mi dobrze, bo przy mnie jest ktoś ważny, kto mnie wspiera, daje siłę i radość... Ktoś przy kim lubię się budzić...
Zamiast tego mogę napisać, że wino smakuje wyśmienicie...
Jutro pójdę do pracy, którą bardzo lubię... Obudzę się w swoim życiu, w swoim mieszkaniu, w swoim łóżku. Patrząc w sufit pomyślę, może to i lepiej, że mieszkamy blisko siebie ale nie razem...
Przypomnę sobie co dzisiaj usłyszałam: wysiadaj i dobranoc. Zastanów się nad tym co robisz....
W drodze do pracy, będę słuchać Adele, bardzo głośno, aby zagłuszyć myśli. W pracy nie będę myślała o tej sytuacji. Praca jest moim wybawieniem, z radością spędzam w niej największą część mojego życia... Cieszę się, że ją zmieniłam, tu czuję się naprawdę wyjątkowo...
Myślę o tej sytuacji, przesadziłam wiem o tym, jest w tym mojej winy, nie zawsze panuję nad emocjami...  Czasem myślę, że nie nadaję się do bycia z kimkolwiek. Czuję się jak kaleka emocjonalna. Siedziałam w jego samochodzie po policzkach płynęły mi łzy... Wysiadłam, pobiegłam do domu i rozpłakałam się, potem wyprasowałam 10 koszul, 8 spódnic popijając wino przygotowałam się do pracy. Praca jest całym moim życiem teraz. Nie radzę sobie z odrzuceniem, nie potrafię. A on potrafi czasem być taki zimny bo jest na mnie zły, czuję bół mięśni karku, to z nerwów, nienawidzę tego...
Zastanawiam się jak to dalej będzie... Czy zostawić w końcu to wszystko i powiedzieć na głos tak jestem sama, rozstaliśmy się, czy po raz kolejny pogodzić się i powiedzieć sobie to tak na ten moment, bo teraz nie chcę być sama. Przecież poza kilkoma rysami w naszym związku, które uwierają coraz bardziej, to jest mi dobrze... Zależy mi na nim, są chwile, kiedy jest wyjątkowo... Powtarzam sobie, że czas pokaże co dalej....
Coraz  częściej myślę o tym, że bycie z kimś jest zbyt trudne...



23:08, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 sierpnia 2010
żyję....
Żyję ale chyba trochę inaczej.... Chociaż nie mnie to oceniać, chwilami odczuwam, ze żyje mi się łatwiej, spokojniej.
Nie było mnie tu rok, wiele zmieniłam w swoim życiu, mieszkanie, numer telefonu, samochód, rzuciłam palenie (teraz chyba już na dobre), regularnie chodzę na siłownię no i wymieniłam kilku przygodnych mężczyzn na jednego całkiem (tak mi się wydaje) przyzwoitego. No dobra sprawił, że przestałam gonić nie wiadomo za czym, za kim... Obejrzałam kawałek świata, wielu znajomych się wykruszyło. Chodzę na terapię dla DDA i rozumiem swoje zachowania....
Hmm... wszystko brzmi tak idealnie, jest nieźle tylko czasami czuję się jakbym siedziała na bombie zegarowej i czekam aż coś się popsuje...
Czasem muszę coś nabroić bo inaczej nie byłabym sobą, to po prostu silniejsze ode mnie.
On też nie ma łatwego charakteru, długo był moim przyjacielem znajomym, kimś kto zawsze był, miał dla mnie czas. Pod koniec lata wybraliśmy się na kilka dni do Barcelony, zwyczajny wypad i może to miasto, klimat, adrenalina, bo najpierw okradziono nas a później uciekł nam samolot. Oboje śmialiśmy się, bo co innego w tej sytuacji zrobić, zostaliśmy kilka dni dłużej i nie wiem i chyba wtedy zobaczyłam w nim kogoś więcej, to już prawie rok.
Czasem wściekam się na niego za bardzo, bo zdaję sobie sprawę że jest dla mnie naprawdę ważny.
Staram się cieszyć każdym dniem, daje mi coś co jest bardzo ważne w związku poczucie bezpieczeństwa i to niesamowite ciepło i akceptację....
Nie myślałam, ze to się tak ułoży nie z nim, a jednak....

20:07, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (2) »
środa, 26 sierpnia 2009
koniec lata...
Byłam w górach i raczej wolę je oglądać na zdjęciach czy też widokówkach. Przed wyjazdem zakupiłam sobie kilka ładnych sportowych ubrań i oczywiście nowe adidasy i jak prawdziwa blondynka założyłam nowe buty w góry... Efekt opłakany... moje biedne nogi... oj potem już tylko chodziłam w japonkach a góry zamieniłam na gorące źródła na Słowacji... Taternikiem nie będę ;)
Góry mają jeden plus miałam sporo czasu na przemyślenia i wciąż utwierdzam się w decyzji, że z M. to definitywny koniec... Oczywiście pisał, że wciąż o mnie myśli i cieszy się, że jestem... a ja cisza... Rozmawialiśmy po moim powrocie, normalnie, opowiadałam mu jak było, o pracy... Nic więcej... Nie jest to łatwe, ale myślałam, że będzie mi trudniej...
Z J. jeszcze dwa dni, tylko dwa dni. Będę tęsknić za tym słodkim wariatem. Tak bardzo lubię z nim spędzać czas, wiele przy nim zrozumiałam, to co we mnie jest, ile sprzeczności i ile jeszcze muszę się nauczyć, zrozumieć. Te trzy tygodnie będę naprawdę miło wspominać...
Zbliża się koniec lata i myślę, że to były niesamowite wakacje...


17:33, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 sierpnia 2009
czwartek...
Mętlik mam w głowie straszny.
Jestem w pracy i wiem, że on jest w drugim pokoju, tak bardzo mam ochotę napisać mu smsa, abyśmy gdzieś wyszli, na spacer, na kawę, na cokolwiek...
Nie piszę, siedzę sama i roznosi mnie...
J. dzisiaj wyjeżdża na weekend, rano go pożegnałam. Lubię przy nim zasypiać, nie cierpię gdy mnie budzi o szóstej rano, ja lubię pospać troszkę dłużej... Wspólne śniadania, buziak i każdy wraca do swojego świata... Tylko co jest tym moim światem...
Czuję smutek, złość i żal, nie jest mi dobrze tak jak bym chciała, ale nie zmienię zdania, nie mogę dobrze o tym wiem... Straciłam apetyt, za dużo piję, za dużo palę...
Jutro jadę na cztery dni do Zakopanego, nie znoszę chodzenia po górach, nie wiem dlaczego się zgodziłam, chyba dlatego, że przerażał mnie weekend w Warszawie.
J. w czwartek wyjeżdża z Polski... Od piątku będę znowu budziła się sama w łóżku... Nie wierzę, że cokolwiek z tego będzie, chyba poznaję siebie i wiem, że skype, telefon, sms, mail to tylko wirtualna namiastka, gdyby był tu na miejscu, to może z czasem... Ja nie wierzę w związki na odległość, w tęsknotę, to nie dla mnie, jeśli już miałabym dzielić z nim swoje życie, to tu i teraz... Przytakuję mu gdy on snuje plany, ale czuję zupełnie co innego, droczę się z nim, że gdy wyjedzie, to zaraz zapomni... Oburza się tym wszystkim, a ja właśnie tak czuję teraz w tym momencie, że to ja chyba zapomnę i będę miała naprawdę fantastyczne wspomnienia... Jeszcze przez tydzień mam jego ramiona, jego ciepło... Działa kojąco na ból i smutek, za tydzień zostanę sama z tym wszystkim i wiem, że muszę sobie poradzić...
13:16, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (3) »
wtorek, 18 sierpnia 2009
wtorek....
I dzisiaj pojawił się po raz pierwszy w biurze od trzech tygodni, jakoś tak łatwo mi poszło przez telefon powiedzieć mu wszystko, a dzisiaj... Poszliśmy na kawę, był smutny, a ja miałam ochotę go przytulić, nie mogę obiecałam to sobie, że koniec... Powiedziałam mu jak bardzo chciałabym, aby nasza znajomość wyglądała inaczej, że to mi nie wystarcza, że tęsknię i nie potrafię sobie z tym poradzić, że nie ma go przy mnie wtedy gdy go potrzebuję, Wyrzuciłam z siebie wszystko, on zgodził się ze mną, zaakceptował to wszystko... Przyjaźń to takie głupie określenie... Powiedział, że chce ze mną pracować, chce abym była szczęśliwa, chce być zawsze blisko mnie, teraz bliżej być nie może... Czuję, że przez telefon powiedziałam A a dzisiaj przy kawie B.... Choć tak trudno było, patrzeć na niego i to wszystko mówić...
I nie wiem co dalej, czuję spokój i ten cholerny smutek...
J dzwonił, cieszy się na nasze dzisiejsze spotkanie a ja chciałabym innych ramion, tych których mieć nie mogę...
Powiedziałam dzisiaj mojej przyjaciółce, że chcę być sama, upić się dzisiaj sama i pogodzić się z tym wszystkim, z tym że jutro znowu w pracy będziemy siedzieć przy jednym stole i tyle... Zabroniła, powiedziała, że powinnam spotkać się z J. powinnam zapomnieć, normalnie żyć, bez czekania na smsy, telefony, żyć...
Tak mi dobrze było, gdy go tu nie było, gdy był daleko, gdy nie widziałam go w biurze, tak szybko się udało zamienić go na innego.... Ale czy to jest możliwe, chciałabym aby było.... Może jest...
19:08, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (2) »
oszalałam...
Tak bardzo chciałam tu opisać co dzieje się teraz w moim życiu, ale czasu na wszystko wciąż mi brak... Zwariowałam, kompletnie... Pojawił się znienacka  w moje urodziny i tak został, wypełnił całe moje życie po brzegi... Ta bliskość nić porozumienia, pomimo bariery językowej (podszkoliłam się w angielskim a on w polskim). I tak spędzamy każdą chwilę razem, budzę się i zasypiam przy nim... Tak właśnie to on, słodki, przystojny, czuły, inteligenty, czego chcieć więcej... Czuję się wolna, uśmiechnięta, spokojna, zrelaksowana... Zakończyłam mój romans biurowy. W moim życiu zapanował porządek...
To naprawdę wyjątkowe wakacje, nie planuję niczego dalej,  nie myślę o przyszłości, nie chcę psuć tej chwili, on się martwi, za dwa tygodnie kończy mu się kontrakt w Polsce, wczoraj powiedział, że zrobi wszystko aby tu jeszcze zostać, że chce mieć ze mną kontakt, są telefony, skype itd... A ja wiele nauczyłam się przy nim, coraz bardziej wiem czego chcę, a czego nie...
Odzyskałam swoją radość życia i dobrze mi z tym i nawet jeśli wyjedzie, to dzięki niemu zrobiłam porządek w swoim życiu...
Martwi się o to co będzie dalej, ja nie. Wczoraj mu powiedziałam, że czasem miesiąc jest więcej wart niż kilka lat i tak właśnie czuję... Zarzuca mi, że nie traktuję go poważnie, ja nie potrafię inaczej nie w tym momencie, czas pokaże co dalej, nie warto patrzeć zbyt daleko w przyszłość... To naprawdę niesamowite wakacje, będę je miło wspominać....
00:16, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 sierpnia 2009
zakochałam się w....
Zakochałam się w Toskanii to naprawdę wyjątkowe miejsce, jak z bajki. Każda uliczka, kamienica, okno, sklep, kościół zasługiwały na zdjęcie. Tam nie można się nie zachowywać jak japoński turysta, cały czas robiłam zdjęcia. Zawsze lubiłam kuchnię włoską, kto jej nie lubi. A teraz ją pokochałam... Wieczory w trattoriach przy winie, malutkie urocze miasteczka, ciepłe morze. Mogłabym tam zamieszkać. Po powrocie dwa dni chodziłam z powakacyjną depresją, moja przyjaciółka postanowiła mnie wyleczyć drinkiem w naszym ulubionym klubie. Wchodząc powiedziałam jej tylko, że mam nadzieję iż nie spotkam ostatnio poznanego J. obywatela Niemiec... Miałam się odezwać ale jakoś zapomniałam. Pech chciał, że wpadłam na niego :) Posiedzieliśmy chwilę, porozmawialiśmy a później poszłyśmy dalej. Umówiliśmy się na kolację w poniedziałek. Do późnej nocy wysyłał mi smsy, że bardzo się cieszy itp... Nie miałam ochoty na wieczór w towarzystwie mężczyzn, chciałam porozmawiać z przyjaciółką. Opowiedzieć jej wszystko, co czuję jaki mam chaos w głowie. O tym, że niewiem czy tęsknię za nim, że pisał często o tym jak bardzo tęskni i chciałby być ze mną w Toskanii. O tym jak się upiłam na plaży i patrząc na morze rozpłakałam się, bo nigdy nie spędzimy razem wakacji, że nie ma go przy mnie gdy go potrzebuję, bo nie mogę się przy nim budzić, gdy tego chcę... I to wszystko tworzy pewien obraz żalu, który przysłania coraz bardziej wszystko co dobre między nami... Tak to już jest na tym świecie dziwnie poukładane...
Wczoraj urządziłam oficjalne urodziny, było naprawdę miło, grupa bliskich mi osób, grill na tarasie a potem wspólne wyjście do klubu. Dzisiaj cały dzien głowa bolała, zmusiłam się do wyjścia na basen, ale niewiele pomogło...
A teraz siedzę i piję wino, które przywiozłam z Chianti, nie smakuje tak dobrze jak tam, ale jest w nim nutka wspomnień niesamowitych wakacji....
21:43, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 lipca 2009
urodziny, wakacje i....
Spontanicznie wzięłam tydzień urlopu i pojechałam z bratem na mazury... Już tak dawno tam nie byłam, przypomniałam sobie jaką magię w sobie mają. Jak cudownie jest  nie martwić się o nic tylko słuchać śpiewu ptaków, szumu fal, każdy wieczór spędzać w innym porcie... Urlop na jachcie to cudowny relaks... Wyciszyłam się, problemy zostały w Warszawie... 7 dni słońca, tak trudno mi było w niedzielę spakować się i wrócić.
Wczoraj były moje 27 urodziny, on nie mógł ich ze mną spędzić, starałam się o tym nie myśleć. Moja przyjaciółka nie zawiodła mnie, poszłyśmy do klubu i sama nie wiem co tym razem w nas wstąpiło. Oczywiście radośnie siedząc przy barze piłyśmy morze wódki, a ja kątem oka dostrzegłam znajomy gest. To nie był on, ale w taki sam sposób poruszał głową, był wysoki, tak jak on, przystojniejszy i miał podobne spojrzenie. Pijąc, śmiejąc się nie mogłam od niego oderwać wzroku. I tak się zaczęło, flirtowałam z nim, spoglądając na niego, aż wreszcie sam przysiadł się do nas z kolegą. Rozmawialiśmy długo, nie wiem w jakim stopniu mnie zrozumiał, nie znoszę rozmawiać z obcokrajowcami, zawsze czuję tą nieszczęsną barierę językową. Dobrze się czułam w jego towarzystwie, żaden jego gest nie był niestosowny. Umówiliśmy się na kolację, następnego dnia. Gdy zamykali lokal zaproponował, że nas odwiezie. Pocałunek w policzek, choć miałam ogromną ochotę się do niego przytulić. Chyba zawsze będę miała słabość do wysokich mężczyzn... Życzyłam mu kolorowych snów. Gdy dotarłyśmy do domu, postanowiłyśmy się jeszcze troszkę napić. Alkohol zawsze na mnie działał rozweselająco, tym razem również tak było. Rano również się śmiałyśmy leżąc w łóżku, J (tak go nazwę) pisał smsy, a ja nie wiedziałam co zrobić...
W pracy był on, mieliśmy chwilę tylko dla siebie, kiedy mogłam się do niego przytulić i znowu to poczułam, to bezgraniczne szczęście i spokój...
Kolację z przystojnym Niemcem odwołałam :) skarżąc się na ból głowy, umówiliśmy się po moim powrocie.
Jeszcze tylko muszę się spakować i ciąg dalszy wakacji... Na problemy miejsca w walizce nie mam....A od jutra czeka mnie kolejnych 7 dni urlopu w cudownej Toskanii...
23:36, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 lipca 2009
magiczny wieczór...
Musiał wrócić na jeden dzień do Warszawy z urlopu. Nieśmiało zaproponowałam aby przyjechał wieczorem, moglibyśmy spędzić nasz wspólny wieczór i tak też się stało...
Teraz gdy o tym piszę ten wieczór wydaje mi się snem, tak bardzo nierealnym... cudowny sen....
Przyjechał po mnie, pojechaliśmy na starówkę, czułam się tak cudownie, obejmował mnie, a ja czułam się wtedy tak wyjątkowo... Śmialiśmy, cieszyliśmy każdą chwilą, a czas płynął tak szybko... To nie była ta starówka, którą często odwiedzam ze znajomymi, to było zupełnie inne miejsce... Wszystko było inne, a my zachowywaliśmy się jak para nastolatków, tak bardzo ciesząc się chwilą...
Czas płynął szybko, zbyt szybko...
Nie pamiętam jak znaleźliśmy się w domu, ta cała chemia i tęsknota sprawiła że długo będę pamiętać tę noc. Zadziwia mnie, coraz bardziej, jest niesamowity i jak o tym zapomnieć, po co. Chyba jeszcze nie teraz...
Zasypiałam a on mnie przytulał, nasza pierwsza wspólna noc, poranek... Jego jajecznica, moja kawa... Od tamtej nocy minął tydzień a ja wciąż się uśmiecham wspominając te chwile...





 
20:18, sen_nocy_zimowej
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21